START      .      O MNIE      .      RECENZJE      .      WYSTAWY      .      GALERIA OBRAZÓW      .      KONTAKT
CREATED BY: AIKON-MEDIA.PL




Okna, czyli o malarstwie Janusza Osickiego.

Czy zauważyliście, jak w europejskiej tradycji słowo obraz zwykło się kojarzyć z pojęciem okna? Wszak "obraz malarski" - płaska powierzchnia, pokryta farbami w określonym porządku - sugeruje określony obraz świata, powstający w wyobraźni konkretnego człowieka, rodzący się z jego osobistego przeżycia, będący myślą, urzeczowioną ideą. Czyż błędem byłoby dopatrzenie się w nim właśnie owego, wręcz renesansowego "okna na świat"? Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z abstrakcyjnymi pejzażami wewnętrznymi Janusza Osickiego. Zaglądając w okna jego malarstwa zobaczymy, mówiąc słowami Cezanne'a, "przestrzeń, która ma charakter uczuciowy". Ujrzymy ślady intensywnego, lirycznego przeżywania rzeczywistości, uogólnianej w abstrakcję, spotkamy wrażliwość kolorystyczną i elegancję formy. Podpatrzymy chęć pogodzenia sensualności z intelektem, śnionej realności z abstrakcyjnym porządkiem. Zaskoczy nas w nacierających na siebie płaszczyznach imponujący rozmach i żywiołowość, z jaką zaaranżowano potężne formy drgające metafizyką magicznych znaków zagadkowego, tajemniczego zapisu. Odczujemy aluzję do pierwotnych, witalnych, wciąż odradzających się sił. Kusić będzie przechadzka po ogrodach wrażliwości opustoszałych i nierzeczywistych, może nawet zamarłych w barokowym bogactwie skłębionych elementów. Nie "płótno nie musi być wykonane, ale powinno być roztrzygnięte po malarsku" - tak podpowiadał Cybis, a Osicki w myśl tej rady drąży falujący rytm i harmonijnie zestawiony kolor swoich obrazów - kolor gęsty, wyszukany, malarski a jednocześnie chyba dość dramatyczny w kompozycji - wikłając zapis porządku i chaosu świata czarem magii i pozezji.

/ Jerzy Kamrowski


* * * * * * * * * * *


Janusz Osicki. Dyskretny urok starych fresków.

U źródeł twórczości Janusza Osickiego leży fascynacja działaniem plastycznym wywołanym przez tynk kruszący się i odpadający od ściany, przez arabeskę zacieków i pęknięć na murze. Obrazy Osickiego bogate są zarówno w zróżnicowane efekty barwno-fakturowe, jak i w treści o charakterze eschatologicznym.

Rozmiłowanie artysty w pięknie i różnorodności materii malarskiej prowokuje go do częstych eksperymentów technicznych, do komplikowania roli światła i harmonii kolorystycznych. Lekko chropowata, urozmaicona faktura, zgrzebna i archaiczna w działaniu, łączy się z grą półtonów o delikatnych przejściach. Tony zgaszone, "półchromatyczne", sprawiające wrażenie przetrawionych przez czas, korespondują ze świetlistością innych plam barwnych, budowanych starannie warstwami laserunków. Uzyskane wrażenie lekkiego żarzenia się, wygasania, migotania światła wzmaga nastrój tajemnicy. "Technika własna" artysty jest czymś w rodzaju sgraffita i polega na odkrywaniu położonych wcześniej warstw koloru poprzed wydrapywanie bądź rysowanie na jeszcze wilgotnym podkładzie. Ledwie zarysowanym, pozbawionym wyrazistej artykulacji kształtom ludzkim towarzyszą litery, układające się niekiedy zapis pozbawiony znaczenia literackiego. Choć wykorzystywane są jedynie ze względu na ich atrakcyjną formę graficzną i służą jako ornament, to równocześnie wzbogacają pełen niedopowiedzeń klimat obrazów i prowokują do odczytania "ukrytych" treści.

Rysunek i kolor są dla Osickiego nie tylko czynnikiem kompozycji, ale także narzędziem ekspresji służącym do tworzenia aury emocjonalnej dzieła, do budowania poetyckich nastrojów, uznanych przez krytykę za najmocniejszą stronę jego sztuki. Prace malarskie artysty nie mają nic wspólnego z dwudziestowieczną "stylistyką intensywności". Przeciwnie, twórca odrzucając zdecydowanie jakości estetyczne łagodne, ceni sobie umiar, wyrównanie napięć, wszelkie niuanse, niedomówienia, subtelności.

Jakkolwiek niektóre obrazy Osickiego są bliskie abstrakcji, a uwaga artysty zdaje się być w coraz większym stopniu zaabsorbowana wyszukaną i zarazem skłaniającą się ku monochromatyzmowi tkanką malarską, to jednak człowiek i jego przeżycia duchowe nadal nie tracą na ważności. Nie chodzi jednak tyle o świat istniejący zmysłowo, o ludzi "z krwi i kości", ukazanych w pełni sił witalnych i z uwzględnieniem problemów egzystencji, co o "realność" pozostających po nich śladów, cieni, emanacji. Wiodą one swój tajemniczy żywot w innym, nieznanym wymiarze, kto wie czy nie tożsamym z obszarem naszej wyobraźni lub pamięci. Z półmroku wyłaniają się jedynie barwne światła ludzkiego ciała, by na moment, zanim znów pogrążą się w cieniu, rozjarzyć się mocniejszym blaskiem.

Wśród mniej lub bardziej czytelnych postaci - zwidów przewijających się przez omawiane płótna, spotkać można hieratyczne figury świętych budzące skojarzenia z ikoną lub z jakimś romańskim freskiem. Pojawiają się w kształcie mglistej, człekopodobnej poświaty lub schematycznego rysunku wydrapanego w warstwie farby. Bywa, że na ślad sacrum naprowadza forma dyptyku bądź tryptyku, jak choćby w obrazie Zapis I mającym kształt leżącego prostokąta podzielonego na trzy części. Bohaterem kilku obrazów z cyklu: Jednostka niedopasowana oraz On jest Chrystus cierpiący. Rozkrzyżowany Jezus pojawia się czasami w centrum kompozycji i posiada znaczenie dominujące [Golgota]. Kiedy indziej ukazuje się Go twórca jedynie fragmentarycznie, a pozbawiony tradycyjnego zaplecza ikonograficznego staje się niełatwy do identyfikacji. Ujęty zawsze zjawiskowo, współuczestniczy w alternacji cieni i blasków i we wszechobejmującym akcie uświęcania rzeczywistości nasycanej światłem. Delikatna pulsacja jasnościdematerializuje i zarazem uwzniośla Jego postać, nie wywołując przy tym skojarzeń ani z tryumfem zmartwychwstania, ani też z ostentacyjną demonstracją boskości. Nigdzie nie spotkamy się również z wyeksponowaniem katastrofy cierpienia i agonii. Ślady męki, ujawniające się w formie ciemnych szram przecinających plecy, czerwieni ciała tlącej się w mroku bądź bolesnego pochylenia głowy, tchną wprawdzie autentyzmem, lecz nie wzbudzają grozy. Osicki, jak wspomniano, unika demonstrowania skrajnych postaw emocjonalnych, a nad sugestywną realność wizji przekłada poetykę niedomówień, aluzji, szeptów, westchnień. W prowadzonej przez twórcę grze pomiędzy rzeczywistością fikcji a iluzją realności, tym co istniejące i już minione bezpowrotnie, pomiędzy autotelicznością tkanki malarskiej a jej "przeźroczystością" na wartości metafizyczne, udało się jednka artyście ujawnić treści wiążące się tradycyjnie z misterium przejścia.

/ Renata Rogozińska


* * * * * * * * * * *


W laboratorium malarskich znaczeń

W plastycznych dziełach Janusza Osickiego to, co najważniejsze - przynajmniej w ostatnich dziesiątkach lat - zdaje się wydarzać nade wszystko w wewnętrznej, czysto malarskiej rzeczywistości obrazu; coraz mniej w nich zapisu impulsów płynących z zewnątrz: od modela, od natury, od świata usytuowanego poza kadrem zamalowywanego płótna. A jeszcze stosunkowo niedawno, bo w latach osiemdziesiątych, wypełniały je postaci przybywające z mitu, z biblijnej opowieści (charakterystyczne dlań obrazy męki Pańskiej, Golgoty, zdejmowania z krzyża) oraz z historycznej realności człowieka doświadczającego zdrady, bólu, poniżenia. Były to postaci dramatycznie uwikłane w doraźność i jakby zarazem żyjące tchnieniem oraz blaskiem wieczności. Aura półmroku, nieco pastelowa gra światłocieniowych tonacji współtworzyła specyficzny klimat ówczesnych obrazów gdyńskiego artysty.

Obecnie niemal wszystko, co się na jego płótnach wydarza, dzieje się w pełni bardzo ostrego światła, które zalewa i zagarnia całość odsłanianej pod pędzlem Osickiego, autonomicznej w swej istocie, malarskiej rzeczywistości. Ta ostatnia ma tu swoją własną energię i zdaje się nie potrzebować żadnego "zasilania z zewnątrz"; już niepotrzebne jej usytuowane w tzw. realnym bycie konkretne figury, rzeczy, zdarzenia, którymi zwykli zapełniać swój artystyczny świat malarze realiści, twórcy plastycznych alegorii czy poszukiwacze zaginionych symboli. Teraz to, co na jego obrazach przedstawione, w jakimś istotnym sensie przestało się odwoływać tak do bezpośrednio doświadczanej realności, jak i do tego, co przybywa ze sfery żywej pamięci historycznych doświadczeń człowieka; ono tutaj chce być niezależne, samoswoje, samo sobie - w swej estetycznej nade wszystko warstwie - wystarczające. Przywoływane i powoływane w obecnie tworzonych dziełach kształty zdają się pochodzić z jakiegoś kulturowego, pozahistorycznego uniwersum i zarazem z laboratorium suwerennych wobec zewnętrzności form, kolor zaś na nich - jak w ludowych tkaninach - najwyraźniej odrywa się od swego dotychczasowego, lokalnego przyporządkowania, aby w efekcie - poprzez podkreślenie swej artystycznej samowystarczalności - stać się najważniejszym na płótnie "bohaterem".

Z tego też powodu na ostatnich wystawach prac Osickiego najczęściej już nie pytamy o to, co przedstawiają jego obrazy, ale: jak zostały zrobione? Pytamy nie o temat, lecz o formę. Intryguje nas ich struktura, relacje między płaszczyznami, morfologia układów organicznych i geometrycznych, sposób organizowania wewnętrznego ładu dzieła, reguły przesądzające o kruchej równowadze elementów statycznych i dynamicznych na płótnie. Teraz pod jego pędzlem obraz ma być nade wszystko budowaniem na płaszczyźnie, konstrukcją wznoszoną na mocnym pikturalnym fundamencie i w oparciu o wyraziste kompozycyjne rusztowanie. Nie bez znaczenia wydaje się tu praca gdyńskiego twórcy w Katedrze Malarstwa na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej, gdzie siłą sprawy na co dzień o rzeczywistości myśli się przestrzennie i bardzo konkretnie zarazem, w kategoriach materialności, funkcjonalności i innowacyjności wznoszonego obiektu. Takimi swoistymi estetycznymi "obiektami" są malarskie prace Janusza Osickiego.

Warto przy tej okazji zauważyć, iż wiele jego dzieł w dość czytelny sposób nawiązuje do sztuki użytkowej rozmaitych epok i stylów z nimi związanych. W pracach gdynianina spotykamy parafrazy, a nawet jakby cytaty, swoiste przetworzenia plastyczno-architektonicznych rozwiązań stosowanych np. w budowlach Azteków czy Majów, we wznoszonych przez Egipcjan grobowcach, na kreteńskich freskach, dostrzegamy coś jakby ślady runicznych napisów z terenów Germanii i Skandynawii, zestawienia kolorów charakterystyczne dla kaszubskiej ceramiki czy łowickich pasiaków. Ba, Osicki hojną ręką wplata także w swe dzieła pewne typowe dla niektórych współczesnych malarzy (Łajming, Kobzdej, Tarasin.) sąsiedztwa barw i kompozycyjne układy, łącząc ze sobą to, co zdawałoby się różnostylowe i semantycznie od siebie odległe. Czasem wydaje się, iż powoduje nim i ożywia jego dzieło: estetyczny radykalizm dwudziestowiecznych eksperymentatorów i zarazem pasja poszukiwacza archaicznych znaków, dla których szuka się nowych artystycznych zastosowań. Również w sferze symbolicznej - jeśli o takiej można w przypadku sztuki Osickiego mówić - spotykają się elementy pozyskiwane z rozmaitych religii i z różnorodnych cywilizacji: dawnych i współczesnych. Tworzą one swoiste estetyczno-symboliczne, nieco w stylu postmodernistycznego synkretyzmu i newage`owych praktyk, uniwersum malarskie, w którym niezwykle trudno oddzielić pełnioną przez nie czysto estetyczną funkcję od zawartych w nich jeszcze sakralnych potencjalności.

Osicki ceni sobie eksperymentowanie w sztuce. Akt malowania traktuje jako swoiste laboratorium form; jako miejsce, gdzie poszukuje się tego, co jeszcze nie wyzyskane w dostępnym twórcy malarskim materiale, jako obszar, na którym sprawdza on ekspresyjną funkcjonalność i semantyczną innowacyjność kolorystycznych zestawień oraz kompozycyjnych rozwiązań. Nie ma dlań międzycywilizacyjnych przestrzeni, których sztuka nie mogłaby pokonać, kulturowych znaków, które nie mogłyby ze sobą sąsiadować.

Dzieło gdyńskiego artysty oferuje piękno intrygująco zrygoryzowane i zarazem - od strony formalnej - żywe, niepokorne, aksjologicznie otwarte, podkreślające organiczność oraz materialność malarskiego przekazu, nie pozbawione też pewnej, przyciągającej widza, ezoterycznej tajemniczości.

/ Kazimierz Nowosielski